Łukasz Ronduda nie daje za wygraną. Po dość sceptycznie przyjętym „Performerze” (współreżyseria: Maciej Sobieszczański, 2015), opowiadającym historię Oskara Dawickiego, w swoim drugim filmie bierze na warsztat równie ekstrawaganckiego artystę. Pochodzący z Poznania Wojciech Bąkowski (pseudonim artystyczny WuEsBe) to znany nie tylko w Polsce człowiek-orkiestra: twórca filmów animowanych, poeta, muzyk, wreszcie autor sztuk wizualnych i audioperformensów. Z pisarką Zuzanną Bartoszek od lat tworzy tandem artystyczno-miłosny.

„Serca miłości” (2017) nie należy jednak traktować jako konwencjonalnej biografii artysty. Ronduda nie powtarza na szczęście chybionego pomysłu zastosowanego w debiucie: połączenia filmu galeryjnego, dokumentalnego i fabularnego dramatu. Tam Dawicki grał siebie, tutaj odtwórcą Bąkowskiego jest Jacek Poniedziałek, zaś Bartoszek – Justyna Wasilewska. Reżyser rezygnuje z niepotrzebnego autotematyzmu, nie musimy się więc trapić wątpliwościami, ile w opowieści „prawdy autentycznej”, a ile eksperymentu. Scenariusz powstał na kanwie intymnych zwierzeń duetu, który osobiście napisał dialogi (Bąkowski zajął się także ścieżką dźwiękową) do scenariusza Roberta Bolesty.

Fascynujące jest podglądanie w „Sercu miłości” tej impulsywnej relacji zbudowanej na konflikcie interesów, w której każdy gest, każde wypowiedziane słowo, nawet sen drugiej osoby może stać się inspiracją do stworzenia „sytuacji artystycznej”. Dużo młodsza Zuzanna, zafascynowana twórczością Wojtka, jako początkująca artystka nie może mieć takiej siły przebicia jak jej partner. Ich związek to zatem ciągła walka o dominację, twórczą niezależność i możliwość kreowania własnego wizerunku. Punkt wyjścia filmu stanowi moment, gdy Bartoszek próbuje wyzwolić się spod skrzydeł kochanka – zadaje sobie pytanie, czy sama nie jest jedynie obiektem uformowanym przez drugą osobę. Bliźniaczo podobna do siebie para, bez włosów, przemierzająca miasto w tych samych uniseksowych ubraniach, przypomina o konflikcie płci pokazanym niedawno choćby w „Ex Machinie” (2015) Alexa Garlanda, gdzie mieliśmy podobnie zarysowaną rywalizację pomiędzy stworzycielem a jego żeńskim tworem.

Żyjąca w sterylnej symbiozie para widzi w drugiej osobie nie kochanego partnera, a identycznie zaprogramowaną wersję samego siebie. Mimo cienkiej granicy pomiędzy codziennością a ciągłym jej performowaniem, reżyser nie zapomina jednak, że są to osoby z krwi i kości; jedzące razem śniadanie, biorące kąpiel, robiące zakupy w galerii handlowej.

Ronduda znowu podpatruje świat twórców alternatywnych. Bohaterowie czerpią inspiracje z zewnętrznych bodźców, prozaicznych gestów, nawet miejskich bilbordów, które stają się katalizatorem wypowiedzi artystycznej. Podglądając z bezpiecznego własnego pokoju osiedlową awanturę, Bąkowski skrzętnie spisze wszystkie padające na podwórku bluzgi, zanim zadzwoni na policję. Banalna na pozór codzienność dostarcza sztuce wystarczającej dramaturgii – trzeba ją tylko w odpowiednim momencie dla siebie pochwycić. W efekcie „Serce miłości” to przede wszystkim filmowy esej o narcystycznym życiu artystów w XXI wieku. Skupieni na samodoskonaleniu w duchu couchingowych teorii muszą ciągle być zwycięzcą – ekranowy duet osiągnął przecież w tej dziedzinie mistrzostwo. Czyż nie jest to w gruncie rzeczy ponury portret nas wszystkich?

„Artyści reprezentują tu charakterystyczny dla naszego czasu sposób bycia. Świat zmusza nas, żebyśmy nieustannie kreowali się jako ci lepsi i ukrywali emocje, nad którymi nie panujemy” – wyznaje reżyser. Ronduda – nie tylko reżyser filmowy, ale także autor publikacji naukowych i wykładowca akademicki – stara się hermetyczną współczesną sztukę uczynić przystępną dla każdego widza. Podobnie jak jego bohaterowie, wychodzi z własnym performancem do ludzi. Taki gest to także nie lada sztuka.

 

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account