25, 24, 23, 22, 21, 20 …

Kino jest odbiciem naszego życia, a może być także jego kreatorem. W mojej codziennej pracy potwierdza się teza, że film ma w sobie ciągle nieodkryte tajemnice i warto o nich dyskutować oraz podejść do tematu od strony praktycznej! Co ważne X muza potrafi wywołać całe spektrum różnorakich emocji, ale rzadziej zdarzają się takie, które wprowadzają widza w stan swoistego osłupienia. Rodzaj szoku, dezinformacji, gdzie pozostajemy zostawieni z ciemnym ekranem, zastanawiając się czy to co właśnie zobaczyliśmy wydarzyło się naprawdę, czy było wyłącznie inteligentnym zabiegiem reżysera?

Thriller o zemście z hipnotyzującą muzyką Radiohead w tle. Gdy wymiar sprawiedliwości zawodzi, do akcji wkracza Joe, były agent do spraw specjalnych. Mimo że sam sięga dna, podejmuje się odnalezienia uprowadzonej dziewczyny. Co i kto kryje się za tajemniczym zniknięciem? Jakie mroczne instynkty odkryje w sobie mężczyzna? Czy zdoła ocalić dziewczynę i siebie?

Na te pytania wraz z psycholożkami Uniwersytetu SWPS w Katowicach, staraliśmy się podpowiedzieć podczas dyskusji, która towarzyszyła pokazom przedpremierowym filmu „Nigdy Cię tu nie było” w reżyserii Lynne Ramsay. Brawurowy Joaquin Phoenix (statuetka za najlepszą rolę męską na Festiwalu w Cannes) nie lubi mówić o sobie, milczy, gdy pada pytanie o jego przeszłość. Woli działać, i to często na granicy prawa lub poza nim. Ktoś powie absurdu? Nie można się z taką tezą nie zgodzić. W kolejnych minutach, gdy Ramsay odkrywa przed nami kolejne karty z biografii Joe`a dowiadujemy się dlaczego tak postępuje.

Przyjmuje kolejne, szemrane zlecenie za kilka brudnych $$$ bo jak nikt zna najbardziej mroczne zakamarki ludzkiej duszy. Gdy wreszcie postanawia, że zrywa z ratowaniem świata, słyszy o porwaniu młodziutkiej dziewczyny. Jej historia porusza w nim dawne zapomniane struny. Postanawia ją odnaleźć za wszelką cenę. Kiedy rzuca się w wir wydarzeń, jeszcze nie wie, że niespodziewanie dostanie od losu kolejną szansę – ocalenia siebie. Czy z niej skorzysta? Czego dowie się o sobie podczas niebezpiecznej akcji?

Reżyserka po rewelacyjnym „Musimy porozmawiać o Kevinie”  z 2011 roku, ponownie ukazuje retrospekcję swoich bohaterów. Stworzone przez nią obrazy z życia codziennego w bardzo kontrastowy sposób przeplatają się z wprost masakrycznymi scenami. Przez cały seans miałam wrażenie, że zatraca się poczucie czasu w filmie, ponieważ teraźniejszość i przeszłość mocno się w przedstawionych scenach splatają. Ramsay spogląda na wykreowaną przez siebie postać w dwojaki sposób. Z jednaj strony poprzez aspekty fizyczne – Joe to maszynka do zabijania, a z drugiej na jego słabości i duchowość. O dziwo nie mamy tu kiczowatego miksu, a pełen wachlarz psychicznych uwarunkowań.

„Nigdy Cię tu nie było” w doskonały sposób pokazuje, że kino, gdzie przemoc jest głównym narratorem, a raczej paliwem zdarzeń nie musi być dosłownie krwawą jatką. Tutaj mamy przykład kina artystycznego wręcz poetyckiego. Symfonia grozy, pełna groteski, zgrabnie łącząca się z kinem przemocy. Nerwowy rytm, eliptyczna narracja, świetne zdjęcia i spójna muzyka sprawiają, że kolejne trudne tematy: pedofilii, wykluczenia, PTSD czy przemocy każdy z nas zapewne inaczej zinterpretuje.

Reżyserka jest znakomitym przykładem na to, że nawet najbardziej zgraną i konwencjonalną fabułę można przedstawić w bezprecedensowy sposób. Nieskomplikowaną intrygę Ramsey pokazała w taki sposób, że siedzimy na krawędzi fotela. Mamy symbolikę, poetyckość i świetne wykreowane postaci. Czego chcieć więcej?

8,5/10

 

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account