Normal
0

21

false
false
false

PL
X-NONE
X-NONE

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-priority:99;
mso-style-qformat:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin-top:0cm;
mso-para-margin-right:0cm;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0cm;
line-height:115%;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:11.0pt;
font-family:”Calibri”,”sans-serif”;
mso-ascii-font-family:Calibri;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Calibri;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;
mso-bidi-font-family:”Times New Roman”;
mso-bidi-theme-font:minor-bidi;}

Prawdopodobnie nikt nie wyraził tęsknoty za latem i młodością lepiej i dobitniej niż William Shakespeare. W swoim słynnym i stanowczo nadużywanym przez kino sonecie XVIII Czy mam przyrównać cię do dnia letniego? angielski bard streścił  to, co potem przez setki lat będzie motywem przewodnim dla rozmaitych adeptów sztuki literackiej. Kontrast między latem a zimą, młodością a starością, nostalgia za latem, które często  jest punktem granicznym między dzieciństwem a dorosłością, momentem inicjacji. To wymarzony temat dla kina. Dzieło Guadagnino  jest prawdziwym przeniesieniem szekspirowskiego sonetu na język kina – dwóch pięknych młodzieńców: Elio (Timothee Chamelet) i Oliver (Armie Hammer) oraz ciągnące się leniwie, letnie dni na włoskiej prowincji. Książka Andre Acimana została zaadoptowana przez Jamesa Ivory’ego, reżysera, który (jak jeszcze tylko Eric Rohmer o czym za chwilę) naprawdę rozumie poezję wakacji. Czy w odkrywaniu indyjskiej kultury (Bombay Talkie, W upale i kurzu) czy w inicjacyjnej roli włoskiego krajobrazu (Pokój z Widokiem na podstawie książki Edwarda Morgana Forstera) czy w zetknięciu się lekko naiwnych amerykanów z wyrafinowaną Europą (adaptacje Henry’ego Jamesa – Europejczycy, Złota czara). Ivory w nagrodzonym Oscarem scenariuszu po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem psychologicznej subtelności, jednocześnie jego miłosnym historiom nie brakuje odrobiny przyziemnego humoru, czegoś co sprowadzi trochę na ziemię bujającą w obłokach romantyczną historię. Tak, jak w jego Maurycym (również na podstawie E.M. Forstera), którego Tamte dni, tamte noce są lustrzanym odbiciem, a Armie Hammer w wielu scenach przywodzi na myśl bohatera kreowanego przez Hugh Granta.

Znajomość Elia, kosmopolitycznego nastolatka, który dopiero oswaja własną seksualność  i Olivera, amerykańskiego studenta, śledzimy w nieśpiesznym, kontemplacyjnym rytmie, który kojarzy się z filmami Erica Rohmera. Elio trochę przypomina dorastającą Paulinę z Pauliny na plaży, trochę nudzącego się bohatera Opowieści letniej, a jego początkowa niechęć do Olivera jest podobna niechęci bohaterów do tytułowej Kolekcjonerki. Timothee Chamelet subtelnie i bynajmniej nie karykaturalnie oddaje istotę młodości – wrażliwą, trochę niepewną, eksperymentującą. Armie Hammer z kolei jawi się jako ideał amerykańskiego złotego młodzieńca, kogoś pewnego siebie i skazanego na sukces, z ciałem tak bardzo podobnym do antycznych rzeźb, jakie bohaterowie oglądają w willi Katullusa w Sirmione. Widziany oczami Elia jest wyidealizowanym portretem mężczyzny. Trzydzieści lat wcześniej mógłby zagrać go Robert Redford – jest kimś, kim chciałoby się być, jednocześnie pożądając go. Choć ich role uzupełniają równie cenne kreacje Micheala Stuhlbarga, Amiry Casar i Esther Garrel , Tamte dni, tamte noce mają dwoje o wiele ważniejszych bohaterów – krajobraz oraz sam czas.

By jak najsilniej skontrastować wakacyjną idyllę z szarą codziennością, ta pierwsza powinna mieć w sobie coś z baśni. U Guadagnino praktycznie cały film ma słodki posmak wyidealizowanych wspomnień. Letnie sceny w Lombardii, w okolicach Bergamo i Cremony urzekają pięknem i kolorami. Wakacyjny dom rodziców Elia to tajemnicza XVII wieczna willa, jednocześnie miejsce dobrze mu znane i nagle wrogie przez obecność Olivera, którego w pierwszych scenach filmu nazywa uzurpatorem.  Ich znajomość pogłębia się tylko na łonie natury  – podczas rowerowych wycieczek do Cremony, spacerów i kąpieli w jeziorze. Gdy Elio staje się już pewny swoich uczuć przestrzeń domowa znów zostaje oswojona, jest kolejną częścią jego letniego snu. Ten sen ma wyraziste, tętniące życiem kolory świateł dyskoteki, błękitu jeziora Garda, piaskowych murów Bergamo czy jędrnych, osławionych już przez pewną scenę, brzoskwiń. Tym bardziej dramatycznie wypadnie więc zakończenie filmu – i sam dom w zimowej, zupełnie innej odsłonie. Bardzo silnie  zaakcentowane są tu przeciwieństwa: cywilizacja – natura, intelekt – instynkt, lato-zima, zamknięta kontra otwarta przestrzeń.

Czas, który jest także nieodłącznym i podstępnym bohaterem Sonetów Shakespeare’a buduje relacje bohaterów – w jego śpiącym rytmie, nieubłaganej codzienności krążą wokół siebie, zaczynają się akceptować, spędzać razem czas, wreszcie zakochują się. Upływ czasu to też tęsknota, tutaj za dojrzewaniem w latach 80-tych. Wrażenie nostalgii buduje  się wokół przedmiotów, które stają się wręcz fetyszami. Ubrania bohaterów, przedmioty użytku codziennego jak okulary, plecaki, biżuteria czy kosmetyki. Ważne są też inne detale – dyskusja przy stole o bieżących wydarzeniach, plakaty filmowe w mieście, muzyka grana w radiu.

Muzyka  w Tamtych dniach, tamtych nocach pełni olbrzymią rolę. Elio, niczym Lucy z Pokoju z widokiem gra na fortepianie, próbuje też komponować i dla nich obojga gra jest trochę ucieczką, a trochę wyrazem buntu. Wykonuje utwory Bacha, pojawia się też  Ravel, jednocześnie lata 80-te są silnie reprezentowane przez lecące w radiu czy puszczane na dyskotece piosenki jak Paris Latino, E la Vita czy Love my way nowofalowego zespołu The Psychodelic  Furs. Wszystko to blaknie przy sile wyrazu  trzech współczesnych piosenek Sufjana Stevensa, które towarzyszą bohaterom w najważniejszych momentach, zwłaszcza pojawiająca się w ostatniej scenie filmu, przejmująca Visions of Gideon.

Filmom Guadagnino, o czym pisał Adam Kruk, często zarzuca się podobieństwo do folderów turystycznych i schematyczne ukazanie Włoch – Sycylii w Melissie P., Mediolanu w Jestem miłością czy wyspy Pantelleria w Nienasyconych. Tamte dni, tamte noce, jak twierdzi reżyser należą razem z Jestem miłością i Nienasyconymi do trylogii Pożądanie i zarazem są jednym z jego najspokojniejszych, najbardziej pozbawionym blichtru i pewnego efekciarstwa (widocznego zwłaszcza w Nienasyconych)  filmów. Podobnie jak Ivory, Guadagnino jest zakochanym w kulturze i przeszłości znakomitym stylistą, współpraca obu reżyserów zaowocowała jednak nietypową bajką, która gloryfikuje młodość i codzienność. Oprócz Rohmera, aż chciałoby się wskazać inną inspirację, reżysera, który zajmuje się upływem czasu i bohaterami na progu dorosłości w nietypowym ujęciu – Richarda Linklatera. Elio i Oliver mogliby spacerować po Bergamo niczym Celine i Jesse po Wiedniu w Przed wschodem słońca, sceny w dyskotece mogłyby być udziałem bohaterów Uczniowskiej balangi, a Timothee Chamelet, którego to wrażenia naprawdę ciężko się pozbyć, byłby doskonałym bohaterem Boyhood.

Okolice Cremony w 1983 roku, muzyka  Ravela i The Psychodelic Furs, dojrzałe owoce w sadzie, letnie wieczory i kostiumy kąpielowe schnące na murku we włoskim słońcu  – to elementy, sceny i wrażenia składające się na letnią nostalgię w tej prostej historii, która powoduje w sercu bolesną wyrwę, wydaje się znajoma każdemu, kto kiedyś miał naście lat i przeżywał pierwsze zauroczenie. To wrażenia, które pozostają na długo i nie przeminą razem z latem.

 

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account