Kariera, kariera, kariera… to bardzo dobrze znane pojęcie dla człowieka. Dla niektórych ludzi jest to wartość najwyższa, a dla innych nawet jedyna. Ale przez pogoń za karierą można stracić wiele, w tym  samego siebie. Przykładem takiej sytuacji jest Andrea Sachs, główna bohaterka filmu „Diabeł ubiera się u Prady”, czyli dramatu komediowego z 2006 roku, w reżyserii Davida Frankela. Jednak, czy filmowa adaptacja powieści Lauren Weisberger była czymś dobrym w jego karierze?

Andrea Sachs, 21-letnia dziewczyna marzy o karierze dziennikarskiej. Dostaje staż asystentki redaktor pisma „Runaway”. Wkrótce przekonuje się, jak wiele musi poświęcić dla pracy u twardo stąpającej po ziemi Mirandy Priestly…

Scenariusz napisany przez Dona Roosa i Aline Brosh McKennę nie jest skomplikowany i nie wymaga wielkiego główkowania. Historia jest prosta i jasna, jednak nie odbiera to przyjemności z oglądania filmu, głównie za sprawą elementów komediowych, które towarzyszą nam przez cały czas jego trwania. Dostajemy młodą, ambitną dziewczynę kochaną przez chłopaka i przyjaciół, jej surową szefową i złośliwą współpracownicę. Postacie są typowe a ich poczynania raczej przewidywalne. Wielokrotnie można się domyślić, co wydarzy się dalej. Powoduje to, że film traci na elemencie zaskoczenia, daje się „obnażyć” widzowi. Mimo to, „Diabła…” wciąż ogląda się z zainteresowaniem. Główną tego przyczyną jest aktorstwo. Na pierwszy plan wysuwa się Meryl Streep w roli Mirandy. Aktorka perfekcyjnie ukazała wypraną z uczuć, twardą, zimną karierowiczkę. Gdy pojawia się na ekranie, od razu skupia na sobie całą uwagę widza. Anne Hathaway wciela się w postać Andrei, dziewczyny rozdartej wewnętrznie, która próbuje połączyć drogę do marzeń z troską o chłopaka i przyjaciół. Anne poradziła sobie z zadaniem, które zostało przed nią postawione. Zagrana przez nią „Andy” wzbudza naszą sympatię i empatię, gdy pojawiają się problemy, a tych było nie mało. Na uwagę zasługują też role Emily Blunt i Stanleya Tucci, którzy wcielili się w pracowników „Runawaya”. Ta pierwsza zagrała drugą asystentkę Mirandy, Emily która jest złośliwą i niemiłą w stosunku do Andrei osobą, zaś Tucci pojawił się w roli Nigela, miłego i pomocnego człowieka który też wnosi szczyptę ironii do filmu, co ujawnia się w jego rozmowach z główną bohaterką. Jeżeli chodzi o muzykę skomponowaną przez Theodore’a Shapiro, nie jest ona niczym specjalnym. Nie daje się zapamiętać, jednak ładnie wgrywa się w ton i nastrój „Diabła…”, stanowiąc solidne tło do wydarzeń. Samej reżyserii nie można się czepiać, Frankel pokierował scenami w odpowiedni sposób, dzięki czemu możemy łatwo i dobrze poznać postacie, oraz nadążać za wydarzeniami przedstawianymi na ekranie. Warto jeszcze wspomnieć o kostiumach i lokacjach pojawiających się w produkcji. Prawdziwe ubrania znanych i prestiżowych marek oraz piękno miejsc cieknących przepychem (jak sama siedziba firmy „Runaway”, czy też ulice Paryża wieczorem) podkreślają poziom życia osób „na szczycie” i sprawiają, że razem z Andreą zagłębiamy się w świat wyższych sfer.

Z całej historii wynika przesłanie – nie można pozwolić karierze przejąć kontroli nad naszym życiem. Myślę, że właśnie ta puenta, którą serwuje nam Frankel, czyni film lepszym i bardziej wartościowym. Uważam, że „Diabeł ubiera się u Prady” to film udany i solidny, który jest warty obejrzenia ze względu na mocną kobiecą obsadę, szczyptę komediowości i przesłanie, jakie niesie ze sobą przedstawiona historia Andrei Sachs, mimo swojej fabularnej prostoty. Biorąc pod uwagę dzisiejsze czasy i ciągłe ludzkie zabieganie, myślę że film Frankela jest produkcją aż do bólu aktualną a każdy, kto go oglądnie powinien zastanowić się, czy sam nie wychowuje w sobie tytułowego „Diabła”.

 

Zwiastun filmu:

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account