Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham to odważny krok w kierunku nowych form dokumentalnych. Intymny obraz odbudowywania relacji matki z córką, staje się terapią nie tylko dla bohaterek, ale także dla obserwatorów – reżysera i widzów, uczestniczących w filmowanej sesji terapeutycznej.

Pisząc o najnowszym filmie Pawła Łozińskiego, należy wrócić pamięcią do roku 1999, kiedy to niczym bohater Amatora Krzysztofa Kieślowskiego, polscy dokumentaliści zwrócili kamerę ku sobie. Jako jeden z pierwszych dokonał tego Marcin Koszałka w filmie Takiego pięknego syna urodziłam kierując oko kamery na swoją rodzinę – na matkę, a co za tym idzie również poniekąd na siebie. Portret kobiety, która w ostatniej scenie godzi się na film, niejako usprawiedliwiając syna, wywołał oburzenie wśród starszego pokolenia filmowców. Najgwałtowniej zareagował Marcel Łoziński, nazywając zabieg Koszałki „strzałem w kierunku własnej matki wykonanym kamerą”. Ten sam reżyser po latach zwrócił uwagę na tendencję wzrostową w realizowaniu filmów autotematycznych. Mało tego, twórca Jak żyć w 2013 roku podjął się realizowania razem z Pawłem projektu filmowego opowiadającego o relacjach między ojcem a synem, dokonując wiwisekcji ich relacji rodzinnych. Tak powstał Ojciec i syn oraz Ojciec i syn w podróży.

W ten sposób dochodzimy do najnowszego tworu młodszego z rodu Łozińskich – Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Przy zachowaniu bardzo oszczędnych środków, dokumentalista pokazuje nam trójkę swoich bohaterów – Ewę, Hanie i terapeutę Bogdana de Barbaro, podczas intymnej rozmowy matki z córką. Współczesne podejście do psychoterapeutów jest dwuznaczne: z jednej strony nieufne i zdystansowane, co podsycają dodatkowo zupełnie niezgodne z prawdą serialowe portrety, z drugiej zaś pojawia się trend posiadania własnego terapeuty, z którym można porozmawiać o korporacyjnym życiu, co przypomina postępowanie w myśl zasady „bo każdy korzysta”. Pięć sesji nagranych przez Łozińskiego składa się na obraz kobiet zamkniętych w swych własnych światach, samotnych i jednocześnie potrzebujących siebie nawzajem. Nigdy wcześniej nieprzepracowane problemy, profesor de Barbaro dotyka subtelnie, z niewiarygodną delikatnością, pozwalając kobietom otworzyć się i dokonać tego, do czego nie byłyby zdolne w zaciszu domowego ogniska.

Łoziński z jednej strony opiera się na metodzie Kazimierza Karabasza cierpliwie obserwując swoich bohaterów, z drugiej zaś czerpie z metody swojego ojca – Marcela, który podobnego zabiegu dokonał w ostatniej scenie filmu Rano, południe, wieczór. Celowo pomijam nazywanie tejże metody wprost, gdyż widzowie dowiadują się o niej dopiero w napisach końcowych. Pomimo szokującej (co niektórych) informacji kończącej film nie czujmy się zawiedzeni, gdyż Nawet nie wiesz… jest swoistą kino-terapią, nie tylko dla bohaterek, ale także dla widza, który po seansie zaczyna rozmyślać i pytać sam siebie o własne życie, o relacje z bliskimi i uczucia jakimi ich obdarza.

 

 

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account