Nagrodzony na festiwalu w Berlinie „Aferim!” zrywa z tym, do czego kino rumuńskie przyzwyczaiło nas w ostatnich latach. Reżyser Radu Jude, jeden z czołowych twórców Nowej Fali, zrezygnował z ascetycznych form, gatunkowego ciężaru dramatu społecznego i zrobił western z wielką historią w tle.

Jest rok 1835. Strażnik Costadin (Teodor Corban) i jego syn (Mihai Comănoiu) przemierzają stepy Wołoszczyzny w poszukiwaniu cygańskiego niewolnika, oskarżonego o obrabowanie bojara. Dla młodego Ionity wyprawa jest szkołą życia, dla ojca – czasem podsumowań i refleksji nad własną przeszłością. Bohaterowie napotykają na swej drodze ludzi różnych narodowości i przekonań. Wszyscy, pod ułudą bogobojności, pielęgnują w sobie uprzedzenia przekazywane z pokolenia na pokolenie.

Jude ze zręcznością cyrkowego żonglera miesza gatunkowe schematy. Można „Aferim!” odczytywać dosłownie jako film o inicjacji, obraz ojcowsko-synowskiej relacji wpisany w poetykę kina drogi i biblijnej przypowieści. Jednak dla autora „Najszczęśliwszej dziewczyny na świecie” najważniejszy wydaje się aspekt rozliczeniowy. Akcja rozgrywa się na kilkadziesiąt lat przed powstaniem państwa rumuńskiego. Będąca pod silnymi wpływami Rosji i Turcji Wołoszczyzna tworzy kulturową i etniczną mozaikę, w której co chwila iskrzy. Nie ma tu miejsca na kompromis, ostre jak brzytwa podziały napędzają lawinę wzajemnych oskarżeń i licytację na to, kto więcej wycierpiał. „Żydzi kantują, Rosjanie piją, Turcy krzywdzą, a Rumuni kochają, czczą i cierpią jak przykładni chrześcijanie” – mówi ksiądz, którego bohaterowie spotkają na swej drodze. Na samym końcu tego łańcucha są Cyganie, „potomkowie Chama, których Noe przeklął”, skazani na upokorzenie i niewolniczą pracę.

„Aferim!” uderza tym samym w mit założycielski. Costadin jest uczestnikiem powstania wołoskiego z 1821 roku, które – mimo swego niepowodzenia – przyczyniło się do zmierzchu epoki feudalnej. Sfilmowany  w czarno-białych kadrach pejzaż XIX-wiecznej Wołoszczyzny uwypukla historyczno-społeczne kontrasty. Jude rozlicza w nim grzechy przeszłości, a zarazem pyta rodaków o współczesne reperkusje tamtych wydarzeń, zwłaszcza w kwestiach tożsamości narodowej i podziałów klasowych. Zresztą to obnażanie kompleksów, poprzez jaskrawe przedstawienie zaściankowości mieszkańców Wołoszczyzny, jak i przewijający się temat niewolnictwa, ma wymiar ponadregionalny, dotyka całej Europy Środkowo-Wschodniej.

Obraz dziejowej niesprawiedliwości nie epatuje jednak przesadnym okrucieństwem. Postkolonialny wydźwięk równoważy sowizdrzalski charakter całej opowieści. Jude z buńczucznością twórcy jarmarcznego teatru wywołuje śmiech, pośród ważkich pytań wkłada żarty dalekie od politycznej poprawności. Widać zbiorowy rachunek sumienia ma być mniej wymuszony.

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account