Twórcy animacji dla dzieci prześcigają się w wymyślaniu sposobów na wyróżnienie swoich produkcji spośród dziesiątek tytułów, które co roku trafiają do kin. Jedni stawiają na jakość wykonania, inni – na szukanie nowych tematów. Autorzy Zwierzogrodu zadbali o oba te aspekty.

Pomysł na świat przedstawiony nie jest nowatorski. Oto Ziemia, na której nigdy nie pojawili się ludzie, a zwierzęta roślinożerne i drapieżniki po latach ewolucji doszły do wniosku, że lepiej pokojowo koegzystować niż walczyć o przetrwanie. W efekcie powstało społeczeństwo antropomorficznych futrzaków zdumiewająco przypominające to, które znamy z naszej codzienności. Filmów, które w podobny sposób parodiowały i komentowały współczesny ład społeczny za pomocą zwierzęcych bohaterów było już wiele: Mrówka Z, Dawno temu w trawie, Film o pszczołach, Rybki z ferajny, Potwory i Spółka, Auta, Samoloty… długo można by wymieniać. Co w takim razie jest w nowej produkcji Disneya takiego oryginalnego?

Na początek – bohaterowie. Po raz pierwszy w tego typu filmie wykorzystano ssaki. Może to wydawać się błahostką, ale jest to dla studia swego rodzaju powrót do korzeni. Wydaje się, że nieprzypadkowo główną bohaterką jest króliczka urocza niczym postać z Bambiego (choć walcząca ze swoim emploi, o czym później) oraz lis aparycją i zachowaniem przypominający tytułowego bohatera Robin Hooda. Ponadto nigdy wcześniej tak mocno w animacjach stanowiących alegorie współczesnych społeczeństw nie akcentowano różnic międzygatunkowych i wzajemnej nieufności, jaką żywią wobec siebie poszczególne zwierzęta.

Wybór uprzedzeń dotyczących poszczególnych gatunków na motyw przewodni Zwierzogrodu był odważną i mądrą decyzją. Problem stereotypów rasowych i płciowych jest niezwykle aktualny, dlatego Jaredowi Bushowi i Philowi Johnstonowi należą się wielkie brawa za inteligentne poruszenie tego tematu w scenariuszu. Najmłodsze pokolenie należy oswajać z różnorodnością otaczających ich osób oraz uczyć akceptacji wobec inności i powstrzymywania się od dokonywania ocen na podstawie wyglądu czy przynależności do danej grupy.

Jako gatunkowe ramy dla Zwierzogrodu scenarzyści wybrali policyjny buddy movie w stylu 48 godzin oraz motyw zawodowego kopciuszka a’la Diabeł ubiera się u Prady. Mała ciałem, ale wielka duchem Judy Hops postanawia wyrwać się z rodzinnej wsi i wstąpić do akademii policyjnej, żeby zostać pierwszym królikiem walczącym z przestępczością. Jak to zwykle bywa w historiach z rodzaju „od zera do bohatera”, ambitna bohaterka szybko napotyka „szklany sufit”. Jednak mimo tego, że zostaje przydzielona do najgorszego z możliwych zajęć, protagonistka daje z siebie wszystko, by się wykazać i zostać docenioną. Na swojej drodze spotyka Nicka Bajera, który zamiast walczyć ze stereotypowym obrazem lisa, postanowił się do niego dostosować i wykorzystać na swoją korzyść. Ta para zupełnie odmiennych bohaterów musi rozwiązać zagadkę tajemniczych zniknięć. I mają na to jedynie 48 godzin.

Nie tylko scenarzyści zasługują na pochwały za pracę, jaką wykonali nad Zwierzogrodem. Byron Howard i Rich Moore dopilnowali tempa akcji – podczas pełnego przygód i humoru śledztwa nie ma czasu na nudę.  Reżyserzy zadbali również o poziom oprawy wizualnej oraz liczne kulturowe nawiązania. Projektanci postaci oraz animatorzy dali z siebie wszystko, by uzyskać niesamowicie przyjemny dla oka efekt końcowy. Zwierzaki ogląda się z taką przyjemnością, że aż chce się je głaskać (może za wyjątkiem jaka). Ruchy oraz mimika bohaterów są płynne i charakterystyczne dla każdej postaci, a otoczenie, w którym się znajdują – rozbudowane i zróżnicowane.

Choć w tle wielu kadrów możemy, wśród licznych szczegółów, wypatrzyć napisy i grafiki parodiujące znane postaci i marki, nie są one głównym źródłem humoru. W większości opiera się on na żartach sytuacyjnych oraz kreatywnym wykorzystaniu cech poszczególnych zwierząt. Nie brakuje również popkulturowych smaczków, jednak nie należą one do najciekawszych. Za przykład może posłużyć nawiązanie do Ojca chrzestnego, które trwa zdecydowanie za długo i jest zbyt dosłowne. Poza tym zostało wprowadzone w taki sposób, by tożsamość Pana Be zaskakiwała, mimo że dystrybutor wyjawił ją w zwiastunie.

Zwierzogród jest wizualnie przyjemną i wartościową animacją z pełnokrwistymi, oryginalnymi protagonistami. Zapewnia ponad półtorej godziny dobrej rozrywki i sympatycznych dowcipów, a przy tym w nienachalny sposób przemyca ważne, pozytywne przesłanie. I to wszystko bez mdłego, disneyowskiego wątku miłosnego!

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account