Doskonale pamiętam swoje pierwsze spotkanie z mitem wiedźmy z Blair. Miałam 10 lat, kiedy koleżanka przyniosła płytę CD z piracką kopią filmu. Obejrzałyśmy go w środku dnia na niedużym, za to cholernie głośnym monitorze komputera – mimo to historia zrobiła na nas ogromne wrażenie, a partyzanckie warunki odbioru tylko wzmocniły przekaz. Przekonane o autentyczności opowieści, w dziecięcej naiwności nie podejrzewałyśmy, że lata później ktoś znów odważy się wrócić do przeklętego lasu.

 

Grupa studentów wyrusza do lasów Black Hills w poszukiwaniu zaginionej przed laty siostry Jamesa (James Allen McCune). Swoją pomoc oferuje dwójka miejscowych przewodników. Wkrótce po zapadnięciu zmroku wędrowcy zaczynają doświadczać niepokojących rzeczy. Legenda o klątwie wiedźmy z Blair okazuje się bardziej przerażająca i prawdziwa niż ktokolwiek mógł przypuszczać…

 

Amatorski zapis znaleziony przez przypadkowych odkrywców, grupa młodych ludzi zaginiona w środku lasu… Brzmi znajomo? Nic dziwnego. Na identycznym schemacie opiera się nie tylko kultowy pierwowzór, ale i szereg tanich podróbek zainspirowanych jego sukcesem. Pod tym względem Blair Witch nie wnosi do gatunku nic nowego. Wręcz przeciwnie – jawi się jako jeden z wielu odtwórczych fabularnie, wyzutych z klimatu tworów horroropodobnych.

 

Nie sposób jednak odmówić twórcom kreatywności w zakresie technicznej oprawy produkcji. Dobrze znana opowieść podana jest w uwspółcześnionej formie. Technologia towarzyszy nam dziś bez przerwy i właśnie tak nakręcone jest Blair Witch. Jason i spółka dysponują dużo bardziej zaawansowanym arsenałem niż przed laty siostra bohatera. Zamiast ziarnistych, trzęsących się zdjęć z pojedynczej kamery wideo mamy tu do czynienia m.in. ze smartfonami i lustrzankami, a nawet… dronem. Co ważne, taki zestaw sprzętu wcale nie wypada efekciarsko. Jest naturalny – w dzisiejszych warunkach większą ekstrawagancją byłaby rezygnacja z owej technologii. Czy wpływa to na klimat produkcji? Nieszczególnie, zabrakło bowiem mitycznej otoczki towarzyszącej przed laty Blair Witch Project. Ta jednak jest nie do powtórzenia – świadomi konwencji widzowie skutecznie odróżniają dziś prawdę od fikcji, zatarcie granicy w takim stopniu, w jakim robił to oryginał, wydaje się więc w dobie Internetu niemożliwe.

 

Śmiem twierdzić, że sam proces powstawania Blair Witch okazuje się bardziej interesujący od końcowego produktu. W nawiązaniu do kultowego pierwowzoru prace nad jego kolejną częścią owiane były mgłą tajemnicy; aktorzy czytali na castingach fragmenty fałszywych scenariuszy, a departament scenograficzny wielokrotnie musiał korygować wystrój lokacji. Sam projekt do oficjalnej premiery ukrywał się pod enigmatycznym tytułem The Woods. Cóż, nie sposób nie zauważyć, że cały potencjał (o ile kiedykolwiek się pojawił) został zmarnowany.

 

Doskonale pamiętam swoje pierwsze spotkanie z mitem wiedźmy z Blair. Od tamtej chwili minęło prawie 15 lat. Dziś przestraszyć mnie jest ciut trudniej, a do samego Blair Witch Project podchodzę bez większego sentymentu. Z perspektywy czasu wiemy już, jak przełomowy (mimo swoich wad) okazał się nie tylko sam film, ale i podgatunek found footage, który wypromował. Nie sposób jednak nie zauważyć, że oryginał (wespół z dziesiątkami mniej lub bardziej oryginalnych klonów) w pełni wyczerpał swoją formułę, a trzecia część serii jest kontynuacją, o którą nikt nie prosił.

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account