Obraz jest tu często pretekstem, by coś usłyszeć. Szumy, brzdęki, tarcia, czasem dźwięki trudne do zidentyfikowania po zamknięciu oczu, odcięciu widzialnego na rzecz słyszalnego. “Melodia hałasu” sprowadza na ziemię, przypomina, że to, co trywialne i codzienne, dziejące się ciągle i dookoła, jest nie mniej interesujące niż nowa płyta Iggy’ego Popa czy Radiohead. Zresztą – czy na krążku Popa usłyszycie popcorn grający na gitarze elektrycznej?

“Melodia hałasu” z sekcji DocMusic Krakowskiego Festiwalu Filmowego, który rozhulał krakowskie kina pod koniec maja, to filmowy performance, a zarazem festiwal dziwności. Muzycy grający tu pierwsze skrzypce w swojej pracy używają śmieci, warzyw, przedmiotów sklejonych w nienazwane instrumenty. Grają porem, szklanymi kulkami toczącymi się po strunach ceramicznej misy, wydobywają tony ze zlewozmywaków, kubłów i pokryw.

Jak mówi jeden z bohaterów dokumentu „hałas to muzyka, na którą nie jesteśmy gotowi”.

Zgodnie z tymi słowami muzycy próbują wytyczyć tę cienką granicę pomiędzy tym, co drażni, a tym, co nadaje się do ponownego przesłuchania. Trafiamy na dźwięki niepokojące, plemienne; znane, lecz z innych źródeł niż kombinacja maszyny do szycia, warzyw i zastawy stołowej. Wielokrotnie powstaje dysonans pomiędzy tym, co widzimy, a tym, co dociera do naszych uszu.

Melodia hałasu to intrygujący esej o dźwięku. Nie tylko poznajemy formacje takie jak Das Gemüseorchester, których członkowie tworzą warzywną orkiestrę, ale próbujemy odpowiedzieć na pytanie o najdoskonalszy instrument. Po seansie okaże się, czy jako ludzie jesteśmy w ogóle brani pod uwagę.

WPIS UKAZAŁ SIĘ NA BLOGU KRAKÓW MOVIE

 

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account