Mogłoby się wydawać, że czasy świetności wampirów minęły wraz z pierwszą częścią sagi Zmierzch. Ostatnie kilkanaście miesięcy udowadnia jednak, że tajemniczy krwiopijcy wciąż rozpalają ludzką wyobraźnię, a i zwykli śmiertelnicy nadal potrafią snuć o nich oryginalne i ciekawe opowieści. Po nostalgicznym Tylko kochankowie przeżyją Jima Jarmuscha i pokręconym Co robimy w ukryciu nowozelandzkiego duetu Clement – Waititi, stylową cegiełkę dokłada debiutantka o irańskich korzeniach – Ana Lily Amirpour.
Bad City – miasto pośrodku pustyni, gdzie diabeł mówi dobranoc. W każdym rogu rzezimieszek, diler lub prostytutka. To tu grasuje bezimienna wampirzyca, to tu stara się przetrwać Arash – ciężko pracujący, prawdopodobnie jedyny mieszkaniec przesiąkniętej złem mieściny. Kiedy ich drogi krzyżują się, staje się jasne, że nic już nie będzie takie samo.
O dziewczynie, która wraca nocą sama do domu – to przewrotny tytuł. Dla człowieka Zachodu może wydać się przynajmniej dziwny i banalny. Gdy uzupełnimy go jednak o kontekst bliskowschodniej rzeczywistości (ze szczególnym uwzględnieniem sytuacji Republiki Iranu po muzułmańskiej rewolcie z 1979 roku), nabiera on zupełnie innego, niemalże buntowniczego wydźwięku. Należy pamiętać, że zgodnie z irańskim prawem czynność ta – pozornie błaha i oczywista – jest surowo zabroniona. To nie jedyny pstryczek wymierzony w nos mizoginicznego, wyznaniowego ustroju. Każdy drobny, niewinny z europejskiego punktu widzenia element – jak choćby zwykła deskorolka, zachodnio brzmiąca muzyka, a nawet budzącą się miłość między dwojgiem młodych ludzi – budują zdecydowany komunikat, obnażający hipokryzję systemu.
Sama fabuła wydaje się jedynie pretekstem, zaproszeniem do zabawy: stereotypami, konwencjami, kliszami. Forma obrazu – pozbawienie go kolorów i ograniczenie liczby linii dialogowych do niezbędnego minimum – pozwala skupić się na jego esencji: niesamowitej atmosferze, z jednej strony izolacji i bezsensu, z drugiej – nadziei. Doskonale widoczne są liczne cytaty i inspiracje mistrzami zarówno współczesnego, jak i klasycznego kina – od spaghetti westernów Sergio Leone, przez oniryczny surrealizm Davida Lyncha, aż po surowe, bezpośrednie kino Quentina Tarantino i Roberta Rodrigueza. Amirpour układa dziwaczną i oszczędną w środkach, choć klimatyczną, hipnotyzującą, a przy tym niewątpliwie piękną mozaikę stylów i gatunków, do której zechcą wracać nie tylko miłośnicy wampirów i… kotów.
O dziewczynie… z pewnością nie jest filmem dla każdego. Miłośnikom kina szybkiego, intensywnego i przepełnionego akcją prawdopodobnie nie przypadnie do gustu powolna narracja i senna fabuła. Warto jednak potwierdzić 104 minuty swojego życia na tę nieoczywistą, oniryczną opowieść – z jednej strony silnie uwarunkowaną irańską codziennością, z drugiej jednak tak bardzo przecież uniwersalną.

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account