Przenosząc na ekrany kin powieść J.G. Ballarda twórcy High- Rise wykazali się odwagą bezkompromisowością. Świadomie czerpiąc z dokonań estetycznych i formalnych gatunku tworzą brutalną opowieść o walce klas. Mimo, że w zbudowanym przez nich labiryncie odniesień i symboli łatwo się zgubić to jednak uniwersalizm opowiedzianej na ekranie historii sprawia, że jest to pozycja, na którą powinni zwrócić uwagę nie tylko wielbiciele fantastyki naukowej.

Wieżowiec brytyjskiego powieściopisarza Jamesa Grahama Ballarda przez lata uchodził za powieść niemożliwą do zekranizowania. Temu niełatwemu zadaniu postanowił jednak sprostać inny mieszkaniec Wysp Brytyjskich – Ben Wheatley. Efekt jaki ukazał się moim oczom okazał się bardzo pozytywnym zaskoczeniem, pokazując, że podstawową granicą dla twórcy filmowego jest jego własna wyobraźnia.

Razem z głównym bohaterem filmu – doktorem Robertem Laingiem (Tom Hiddlestone) przenosimy się do czterdziestopiętrowego wieżowca, w kórym mieszkańcy żyją rozmieszczeni zgodnie z pozycją społeczną – im wyżej, tym bardziej zamożni mieszkańcy i bardziej okazałe apartamenty. W tej zamkniętej przestrzeni, w której dopatrywać można się metafory systemu kapitalistycznego, zmuszającego swoich członków do pięcia się coraz wyżej drabiny społecznej, znajdzie się miejsce zarówno na basen, supermarket jak i ogrody. Na szczycie owej piramidy znajduje się apartament Anthony’ego Royala (Jeremy Irons) – architekta budynku, wieżącego w doskonałość stworzonej przez niego idei. Odcięci od świata zewnętrznego mieszkańcy budynku zostają sprowadzeniu do roli jednostek, które nie są w stanie uciec od systemu, którego stały się częścią. Klaustrofobiczność, jaka towarzyszy opowiadanej historii nadaje jej napięcia oraz dusznego klimatu. Widzowie zostają wrzuceni w fabułę filmu nicznym do gotującego się kotła.

 Znajacych literacki oryginał z pewnością zaskoczy fakt, iż reżyser, wbrew istniejącym trendom, zdecydował się na nieuwspółcześnianie całej historii pozostawiając ją w latach ’70-tych. W rzeczywistości jednak manewrowanie liniami czasowymi z jakimi mamy doczynienia podczas seansu, gdy m.in. widzimy sceny stylizowane na starożytne rzymskie orgie, czy przyjęcia XVIII – wiecznych baronów, nadaje całej historii uniwersalnego charakteru, który podkreślony zostaje fabularną klamrą zamykającą całość historii, zburzoną nieco przez ostatnią scenę.

 Początkowa sielanka jaka towarzyszy przybyciu Lainga do wierzowca stopniowo zaczyna zmierzać ku katastrofie. Idealna bańka, w której żyją mieszkańcy wieżowca pęka by zmienić się w całkowitą anarchię i walkę pomiędzy mieszkańcami. W całym zamieszaniu jakie wybucha na naszych oczach brakuje jednak jakiegoś konkretnego punktu zapalnego, co rozmywa stopniowo budowane napięcie, równocześnie podkreślając kruchość pozornie stabilnego systemu wieżowca.

 Ukazując liczne akty przemocy, których dopuszczają się nasi bohaterowie, poddający się pierwotnym zwierzęcym instynktom, reżyser decyduje się na ich estetyzację czy wręcz przeestetyzowanie, łącząc w sobie elementy stylistyki znanej z Mechanicznej Pomarańczy, czy American Psycho. Przy czym ich nagromadzenie raczej dystansuje widza niż każe mu się zaangażować w akcję. Paradoksalnie najbadziej działają one na niego tam, gdzie nie są bezpośrednio pokazane na ekranie – każąc oglądać nam je oczami naszej wyobraźni.

 Zbudowana z odniesień i symboli przestrzeń filmu tworzy labirynt, w którym łatwo się zgubić. W jej centrum umieszczona zostaje postać głównego bohatera – dra Roberta Lainga. Przybyły z „zewnątrz” naukowiec początkowo pragnie jedynie w ciszy i spokoju dojść do siebie po smierci siostry. Nieprzystaje i nie chce przystawać do schierarchizowanej społeczności wieżowca, by stopniowo wtopić się w jego przestrzeń. Jako przedstawiciel klasy średniej nie utożsamia się zresztą ani z jego bogatszymi, ani z biedniejszymi mieszkańcami. I choć naszej postaci ostatecznie udaje się przetrwać apokalipsę bynajmniej nie jest on bohaterem stającym na straży porządku jakiego spodziewalibyśy się w tego typu historii. Dużo lepiej czuje się on nagi (dosłownie i w przenośni), nie stłamszony jakimikolwiek regułami czy powinnościami. Równocześnie jednak jest on niesamowicie świadomy swojej przewagi intelektualnej nad resztą mieszkańców, czego nie wacha się wykorzystywać na swoją korzyść. Wcielającemu się w postać Lainga Tomowi Hiddlestonowi udaje się przy tym doskonale oddać wszelkie blaski i cienie granej przez niego postaci. Angielska ogłada z jednej strony każe w nim widzieć kogoś wykształconego, trochę wycofanego, a z drugiej strony mocno niepokojącego i przebiegłego.

Równie dobrze spisuje się Jeremy Irons w roli idealisty, któremu wraz z całą rodziną, przychodzi obserwować upadek jego dzieła.

Choć reprezentujących wszelkie najgorsze cechy człowieka bohaterów High Rise nie sposób polubić to jednak nie da się nie zauważyć jak ciekawie i inteligentnie są oni rozpisani.

 Ukoronowaniem całości jest retrostylistyka lat ’70, która zdominowała sferę audiowizualną filmu. Kampowa estetyka po którą decydują się sięgać twórcy nie tylko przełamuje powagę oglądanej na ekranie historii, ale czyni z niego prawdziwe wizualne widowisko. Momentami wręcz aż nadto przesadzone. Jego doskonałe dopełnienie stanowi ścieżka dźwiękowa, na kórej znalazły się nie tylko kompozycje Clinta Mansella, ale również przeboje z epoki (między innymi doskonały cover S.O.S Abby w wykonaniu Portishead).

 Największą siłą ekranizacji prozy Ballarda autorstwa Bena Wheatley’a jest jej uniwersalność. Reżyser podjął się niełatwego zadania i wyszedł z niego z obronną ręką. W swojej niedoskonałości filmowy High-Rise przypomina tytułowy wieżowiec. Początkowo mami nasz wzrok swoim przepychem, gdy jednak przyjżymy się mu bliżej dostrzeżemy rysy w pozornie idealnej konstrukcji. Czyż jednak podstawą antyutopii, w poczet których zdecydowanie wpisuje się High-Rise, nie jest założenie, że ideał nie istnieje? Nie ma też co ukrywać, iż jest to film dla każdego. Z pewnością część widzów utonie w nadmiarze symboli i przerysowanych aktów przemocy. Mimo wszystko warto jednak zaryzykować i spędzić te dwie godziny we wnętrzu tytułowego wieżowca.

Made with Red Heart on Twitter Twemoji 11.1 in Bytom

lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?

lub

Create Account